Lubię galerie za to, że zmuszają do zwolnienia. Nie można przewinąć obrazu tak szybko, jak przewija się ekran.
- Lubię rzeczy, których nie rozumiem od razu
- Estetyka ma wpływ na sposób opowiadania
- Wieczorne wyjście też może być resetem
Galerie sztuki mają w sobie coś, czego coraz bardziej brakuje w internecie: pozwolenie na patrzenie bez konieczności natychmiastowej reakcji. Nie trzeba niczego polubić, skomentować ani zapisać. Można po prostu stać przed obrazem i nie wiedzieć jeszcze, co się o nim myśli.
Lubię rzeczy, których nie rozumiem od razu
Nie interesuje mnie tylko sztuka „ładna”. Czasem bardziej zostaje ze mną obraz, który jest dziwny, niepokojący albo zupełnie nie pasuje do mojego gustu. Jeśli wracam do niego myślami następnego dnia, to znaczy, że coś zrobił dobrze.
Estetyka ma wpływ na sposób opowiadania
Kolor, światło, kompozycja, kontrast — później te rzeczy wracają również w pracy nad stroną, miniaturami czy zdjęciami. Nie chodzi o kopiowanie. Raczej o ćwiczenie oka.
Może właśnie dlatego lubię zestawienie eleganckiego miejsca z czymś bardzo osobistym. Sztuka przypomina, że forma może być piękna, a jednocześnie nie musi być grzeczna.
Wieczorne wyjście też może być resetem
Nie każdy odpoczynek musi oznaczać dres i kanapę. Czasem przygotowanie się do wyjścia, założenie sukienki, spotkanie z ludźmi i znalezienie się w innym otoczeniu daje dokładnie taki sam efekt: głowa przełącza tryb.
Nie wszystko trzeba dokumentować
To zabawne, bo przy projekcie internetowym odruch fotografowania pojawia się szybko. Ale lubię też wrócić z miejsca z kilkoma zdjęciami zamiast setką. Wtedy część wieczoru naprawdę zostaje wspomnieniem, a nie tylko folderem w telefonie.
Sztuka przypomina mi, że ciekawość nie potrzebuje pośpiechu. I tę zasadę bardzo chętnie przenoszę również do Sekretów Zdrowia.



