Najlepszy ruch to dla mnie taki, po którym głowa jest lżejsza. Nie ten, który ma „odpracować” jedzenie albo wygląd.
- W górach wszystko robi się prostsze
- Ruch porządkuje napięcie
- Nie potrzebuję rekordu
Nie lubię myślenia o ruchu jak o karze za jedzenie, wiek albo wygląd. Jeśli aktywność ma być czymś, co robi się przez lata, musi dawać coś więcej niż tylko wynik na zegarku.
W górach wszystko robi się prostsze
Nie dlatego, że nagle znikają problemy. Po prostu na szlaku lista priorytetów staje się krótka: iść, oddychać, patrzeć pod nogi, czasem zatrzymać się i zobaczyć, gdzie właściwie się jest.
To jeden z niewielu momentów, kiedy naprawdę nie mam ochoty sprawdzać telefonu co kilka minut.
Ruch porządkuje napięcie
Po intensywnym dniu siedzenie i „próba odpoczynku” nie zawsze działa. Ciało nadal trzyma napięcie. Spacer, trening albo kilka godzin w terenie często rozładowują je skuteczniej niż kolejny odcinek serialu.
Nie potrzebuję rekordu
Lubię mieć kondycję, ale nie interesuje mnie udowadnianie czegokolwiek aplikacji sportowej. Są dni szybkie i dni wolne. Są trasy, na których liczy się widok, a nie tempo.
To podejście działa również w innych obszarach życia. Nie wszystko musi być projektem do optymalizacji.
Po 40. regeneracja ma znaczenie
Z wiekiem znacznie wyraźniej czuję, kiedy przesadzam. Sen, odpoczynek, nawodnienie i czas na regenerację nie są dodatkiem do aktywności. Są jej częścią. I chyba właśnie to jest najbardziej dojrzałe podejście do ruchu: robić go po to, żeby czuć się lepiej, a nie po to, żeby stale coś sobie udowadniać.
Ruch jest dla mnie formą odzyskiwania przestrzeni w głowie. Góry robią to wyjątkowo skutecznie.



