Z wiekiem nie trzeba stawać się mniej kobiecą. Można za to przestać dopasowywać kobiecość do cudzych oczekiwań.
- Styl przestaje być przebieranką
- Pewność siebie nie zawsze wygląda głośno
- Ciało zmienia się razem z życiem
Największa zmiana po czterdziestce nie polega dla mnie na tym, że wszystko nagle staje się prostsze. Bardziej na tym, że coraz mniej rzeczy chce się robić tylko dlatego, że „tak wypada”.
Styl przestaje być przebieranką
Kiedyś łatwiej było myśleć: czy to nie za odważne, czy nie za eleganckie, czy nie za kobiece, czy nie za dużo. Dzisiaj znacznie częściej pytam: czy ja się w tym dobrze czuję? To zupełnie inny punkt wyjścia.
Lubię elegancję, ale równie dobrze czuję się w sportowych ubraniach w górach. Lubię koronkę, ale też marynarkę i zwykły T-shirt. Kobiecość nie musi mieć jednego uniformu.
Pewność siebie nie zawsze wygląda głośno
Czasem największą pewnością siebie jest wejście do miejsca i niepotrzebowanie, żeby ktokolwiek potwierdził, że wyglądasz dobrze. Innym razem — powiedzenie „nie”, kiedy wcześniej powiedziałoby się „może”.
To nie znaczy, że przestają istnieć kompleksy. Raczej przestają zarządzać każdym wyborem.
Ciało zmienia się razem z życiem
Nie mam potrzeby opowiadać sobie bajki, że nic się nie zmienia. Zmienia się skóra, energia, regeneracja, priorytety. Ale zmiana nie jest automatycznie stratą. Czasem właśnie dzięki niej zaczyna się większa ciekawość siebie.
W seksualności jest podobnie. Dojrzałość potrafi zabrać trochę spontaniczności z dwudziestki, ale w zamian może dać język do mówienia o potrzebach, granicach i przyjemności. Dla mnie to uczciwa zamiana.
Nie chcę już być „wersją dla wszystkich”
Największy komfort daje świadomość, że nie muszę podobać się każdemu. Mogę mieć własny styl, własne tempo i własny sposób bycia. Jeśli komuś to nie odpowiada — to informacja, nie katastrofa.
Dojrzała kobiecość jest dla mnie bardziej o swobodzie niż o perfekcji. I właśnie dlatego wydaje się ciekawsza niż kiedykolwiek wcześniej.



