Magda wyjechała sama. Po raz pierwszy od dwudziestu lat.
Bez partnera, bez dzieci, bez planu dnia rozpisanego co do godziny. Mały dom pośród toskańskich wzgórz wynajęła spontanicznie.
Pierwszego ranka spacerowała pomiędzy winnicami, zastanawiając się, dlaczego tak długo uważała samotną podróż za coś smutnego.
Właścicielem sąsiedniej winnicy był Matteo. Spotkali się przy kamiennym murze.
— Zgubiłaś się? — zapytał po angielsku.
— Jeszcze nie zdecydowałam.
Roześmiał się. Wieczorem zaprosił ją na degustację. Następnego dnia pokazał jej miasteczko, którego nie było w przewodniku.
